Grajewiak.pl - Kazimierz Majewski - wspomnienie

Wyobraź sobie, że...

W latach 1878-1882 po spłonięciu kościoła nabożeństwa dla wiernych odprawiane były w kaplicy cmentarnej.

 

 
Start
Kazimierz Majewski - wspomnienie Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Red. Jarosław Marczak   

Krótkie wspomnienie o Kazimierzu Majewskim - leśniku i myśliwym

    Tam, gdzie Biebrza rozlała się w szerokie przepastne bagno, poprzetykane gdzieniegdzie po kępach i przesmykach lasami, leży nadleśnictwo Grajewo. Jedną z takich zalesionych kęp o powierzchni kilkuset hektarów oznaczono kiedyś na mapach gospodarczych jako leśnictwo Kapice. Znacznie już później, bo gdzieś około 1947 roku przyszedł tutaj kolejny leśniczy - Kazimierz Majewski – i pozostał.

   Po dwóch latach pracy w biurze nadleśnictwa w Rudzie, kierowanego przez nadleśniczego Fryderyka Hołdę, Majewski zdecydował się iść do pracy terenowej i wybrał właśnie Kapice. Z leśniczówki tej wszędzie było daleko: do nadleśnictwa 35 kilometrów, do najbliższej wsi - 3 kilometry, miasteczka Goniądz jedynego źródła zaopatrzenia w artykuły pierwszej potrzeby – 5 kilometrów, a na północny wschód prawie 40 kilometrów samych nadbiebrzańskich bagien i żadnej osady ludzkiej. Nie uląkł się jednak trudnych warunków i został.
  
Żona na początku bardzo narzekała, że to tak bez ludzi, że kłopoty z żywnością, mydłem, odzieżą i właściwie wszystkim, co do życia jest potrzebne…. Narzekała, aż się pogodziła. Kłopoty były również ze szkołą dla dwojga dzieci, które chodziły do niej po kilka kilometrów dziennie, aż ją ukończyły, wydoroślały i opuściły rodzinny dom.
  
Został więc Majewski w Kapicach na stałe. Został, ale nie opuścił rąk. Z początku jak każdy leśnik szukał ujścia dla swej energii w hodowli lasu. Zakładał szkółki, odnawiał dawne powierzchnie leśne, zalesiał nowe. Ale nie dane mu było oglądać plonów swej pracy. Na przeszkodzie stanęła zwierzyna, a zwłaszcza łosie, które rozmnożyły tu na przełomie lat 50-tych i 60-tych w nadmiernej ilości. Przed II wojną łosi było znacznie mniej. Czynnikiem hamującym wzrost ich pogłowia było uprawiane po cichu przez wielu miejscowych chłopów kłusownictwo. Najlepszym tego dowodem były młodniki z okresu wojny lub tuż powojenne. Nie było na nich śladu zniszczeń poczynionych przez łosie. Szacuje się, że w latach 1944/1945 ocalało na bagnach od 4 do 9 łosi. Otoczenie ich pieczołowitą opieką przez miejscowych leśników na czele z Zygmuntem Trytko, nadleśniczym rajgrodzkim w latach 1947-1969, sprawiło, że pogłowie tego zwierzęcia szybko zaczęło wzrastać. Bez wątpienia przyczyniły się do tego i inne sprzyjające warunki. A mianowicie nowe nasadzenia sosny, świerku i brzozy. Największe spustoszenia robiły w okresie zimowym i wczesnowiosennym, kiedy koncentrowały się w lasach. Nie pomagały zabezpieczanie upraw preparatem „Piro” produkowanym przez Zakłady Destylacji Drewna w Hajnówce. Łosie zgryzały, spałowały, tratowały wszystko, co tylko znalazło się w ich zasięgu - aż w rezultacie zwyciężyły. Po wielu bowiem bezowocnych próbach ratowania upraw i młodników zrezygnowano na dłuższy czas w leśnictwie Kapice z prac odnowieniowych.
  
Wtedy leśniczy Majewski zainteresował się bliżej gospodarką łowiecką. Ten kierunek działalności narzucał się po prostu sam. W leśnictwie Kapice, bowiem jak w niewielu już zakątkach naszego kraju można spotkać było jeszcze ogromnie różnorodną i liczną zwierzynę- poczynając od łosia, a kończąc na dzikiej gęsi. Jeszcze w 1948 bohater wspomnień wstąpił do PZŁ. W ciągu wielu lat, jakie upłynęły od tego czasu zdobył duże doświadczenie łowieckie. Został m.in. selekcjonerem zwierzyny płowej, ale tak naprawdę bardziej był jej hodowcą i znawcą zwierzyny niż myśliwym. Poznał bowiem doskonale życie ptaków i ssaków w swoim leśnictwie. Nic zatem dziwnego, że z jego bogatego doświadczenia korzystało wielu myśliwych, nie tylko z naszego kraju. Po kapickich bagnach i chaszczach buszowali dyplomaci – myśliwi z Anglii, Turcji, ZSRR, Francji, Czechosłowacji, Włoch i wielu innych krajów. Jego znajomość zwierzyny i łowieckie umiejętności często wykorzystywane były przez reżyserów i operatorów filmów przyrodniczych tak krajowych jak i zagranicznych.
  
Z tych kontaktów  zrodziła się nowa pasja – preparowanie. Nauczył się jej jeszcze w połowie lat 50-tych od kogoś, kto zawitał pod dach jego leśniczówki. Widocznie nauczyciel nie ukrywał swoich umiejętności, a uczeń był pojętny, skoro dorobek leśniczego Majewskiego w tej dziedzinie jest naprawdę imponujący. Spreparował dużo ponad 300 batalionów i tyleż samo innych ptaków m.in. głuszców, cietrzewi i łabędzi. Z ssaków wypychał rysie, wilki, sarny, borsuki, a nawet rzadkie tu jenoty. Były to zwykle zwierzęta strzela przez niego, kolegów lub przyjezdnych myśliwych. Część z tych eksponatów ozdobiło jego mieszkanie lub znajomych. Inne zaś, znalazły miejsce jako eksponaty i pomoce naukowe w wielu szkołach leśnych m.in. w Białowieży i Goraju.
  
Kontakty ze szkołami i młodymi ludźmi zaowocowały kolejną pasją. W 1963 roku rozpoczął zaocznie naukę w Technikum Leśnym w Białowieży w klasie dla leśników o dużym stażu pracy w leśnictwie. Będąc już w III klasie miał kłopoty z podręcznikami o siedliskach i maszynoznawstwie. Okazało się, że mieszkający w nadbiebrzańskich bagnach miewają takie same problemy jak i jego koledzy leśnicy w całym kraju…

R. Borowy, „Leśnik i myśliwy”, Las Polski 3/1966.
R. Borowy, „Co dalej z łosiem? ’’, Las Polski 25/1965
Edmund Płoński, „Wspomnienia leśniczego nadnarwiańskich i nadbiebrzańskich lasów ” Białystok 2008.
Roman Pruski, „Łoś - szkodnikiem?’’ Las Polski 4/1962
Sylwetki: Zygmunt Trytko, Las Polski 19/1966.

wybór i opracowanie
Jarosław Marczak

jaroslaw.marczak@o2.pl

Zmieniony ( 20.03.2010. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2010 Grajewiak.pl :: Joomla! i Joomla! IE jest Wolnym Oprogramowaniem wydanym na licencji GNU/GPL.